Aktualności

„Narew – ludzie, przyroda, kultura” – 20 000 złotych za esej, reportaż lub fotoreportaż!

Zamieścił: w dniu lut 13, 2012 w kategorii: Aktualności, Konkursy fotograficzne | 0 comments

Społeczne Stowarzyszenie Prasoznawcze „Stopka” ogłosiło cztery konkursy - na esej, reportaż, fotoreportaż i starą fotografię - pod wspólną nazwą ”Narew - ludzie, przyroda, kultura”. Organizatorzy zapraszają do przygody artystyczno-intelektualnej wszystkich ludzi pióra i obiektywu.

Pula nagród to 136 000 złotych. W każdym z trzech pierwszych konkursów główna nagroda wynosi 20 000 złotych, z kolei w konkursie archiwalnych zdjęć przewidziano pięć nagród po 2000 złotych każda. Termin nadsyłania prac upływa z końcem maja.

Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej: http://www.stopkapress.com.pl/art-narew.html

Nowe logo Rzeszowskiej Akademii Fotografii

Zamieścił: w dniu lut 13, 2012 w kategorii: Aktualności | 0 comments

Od dziś RAF ma swoje nowe logo graficzne, które uzupełnia całkowicie odmienioną dotychczasową stronę internetową. Znajdzie się ono na wszystkich naszych projektach i każdorazowo będzie firmowało organizowane warsztaty.

Wystawa fotografii grupy SHANGTUF IMAGE & ART CLUB of Taizhou (Zhejiang)

Zamieścił: w dniu sty 4, 2012 w kategorii: Aktualności, Wystawy | Komentarze są wyłączone

Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie zaprasza na wystawę fotografii grupy SHANGTUF IMAGE & ART CLUB of Taizhou (Zhejiang) z Chin organizowaną pod patronatem Fotoklubu Rzeczypospolitej Polskiej.

Jest to niezwykle barwna i oryginalna ekspozycja, na którą składa się ponad 120 zdjęć wykonanych przez 38 artystów jednego z najlepszych na świecie klubów fotograficznych.

Ekspozycja będzie czynna w Galerii WDK / ul. Okrzei 7 / w dniach 3-17 stycznia 2012 r. – wstęp wolny.

Zapraszamy również na oficjalny finisaż wystawy, który odbędzie się w WDK dnia 16 stycznia 2012 r. o godz. 18:00.
W programie dodatkowo zaprezentowana zostanie multidiaporama pt. Fotoopowieść o mieście Rzeszowie przygotowana przez Rzeszowskie Stowarzyszenie Fotograficzne.

Więcej informacji o chińskich artystach na stronie www.shangtuf.com

Mandżuria – ostatnie chwile ludów północy. Ogólnopolska premiera wystawy fotografii Pawła Chary już w najbliższy piątek w trakcie Podkarpackiego Kalejdoskopu Podróżniczego!

Zamieścił: w dniu paź 31, 2011 w kategorii: Aktualności, Kalejdoskop Podróżniczy, Wydarzenia, Wystawy | 0 comments

Trzy miesiące w ciężkich warunkach, niezwykłe spotkania i tysiące kilometrów pokonanych w poszukiwaniu obrazów ukazujących owianą tajemnicą krainę mrozu. To właśnie „Mandżuria – ostatnie chwile ludów północy” - nowy, długo wyczekiwany materiał z podróży Pawła Chary w rejony północnych Chin. Autor niechętnie mówi o swoich przeżyciach. „…Moim środkiem przekazu jest Obraz…” I tu ma rację, tych zdjęć nie sposób opisać, trzeba zgłębić ich treść chłonąc każdy detal.

Premierowa wystawa otwarta zostanie już czwartego listopada, wernisażem autorskim w ramach Podkarpackiego Kalejdoskopu Podróżniczego w Rzeszowie. Prace będzie można oglądać nieodpłatnie w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie, do dnia 14 listopada 2011 roku.

O wystawie i wyprawie.

„… Podążamy za naszym ewenkijskim przewodnikiem, który bacznie przygląda się śladom na śniegu. Idziemy już ponad 2 godziny na pięćdziesięciostopniowym mrozie, poprzez rzadkie brzozowe zarośla. Nasz przewodnik chwilami przystaje i jak gdyby na węch próbował je odnaleźć. W końcu skręca i wchodzi w zarośla. Są! W końcu są! Renifery powoli podchodzą do naszego Ewenka i witają się czule, jak małe dzieci z tatą który wrócił z dalekiej podróży. Zupełnie zapominając o przenikającym nas zimnie robimy zdjęcia, nagrywamy scenę, po kilku minutach nasz sprzęt przestaje działać. Nic to. I tak czujemy się szczęśliwi, bo nasz miesięczny upór i trud został wynagrodzony. Dotarliśmy do ostatnich Ewenków, którzy podążają ścieżką tradycji swoich przodków.

Pomysł wyprawy do Mandżurii rodził się dwa lata wcześniej podczas wspólnej wyprawy do Chin w ramach projektu: „Chiny Kultura – Sztuka – Filozofia Życia”. Owiana legendą rzeka Amur, szamanistyczne plemiona Ewenków, Oroczenów i Nanajców, archaiczne tradycje muzyczne mieszkańców, renifery, jesiotry, niedostępne góry Xingan, no i Polski akcent – założone przez Polaków budujących kolej miasto Harbin. Kiedy byliśmy w upalnym Yunanie z niedowierzaniem spoglądaliśmy na pięćdziesięciostopniowe mrozy w prognozach pogody dla prowincji Heilongjiang. Wszystko to sprawiło, że nasze myśli coraz częściej krąży wokół Mandżurii, aż w końcu decyzja zapadła.

Nasza wyprawa przebiegała z dala od znanych i spektakularnych miejsc i szlaków, a naszym głównym celem było dotrzeć do autentycznych Ewenków, Oroczenów, Nanajców oraz nadamurskich rybaków. Nie mieliśmy pojęcia jak trudne czeka nas przedsięwzięcie. Doskonale przygotowani kondycyjnie i technicznie oraz zebrawszy mnóstwo informacji o ludach i warunkach panujących w Mandżurii, dopiero na miejscu po kilku tygodniach poszukiwań dowiedzieliśmy się, że autentyczne życie szamanistycznych ludów północy Chin praktycznie uległo zatraceniu. Jednak nasza determinacja podsycana nieustannie napotykanymi śladami odchodzącej w niepamięć kultury sprawiły, że dotarliśmy do ostatnich chińskich Ewenków wypasających renifery, do ostatniej żyjącej oroczeńskiej szamanki, do Nanajców łowiących ryby na Amurze i do ludzi śpiewających zapomniane pieśni …”.

Wystawa Pawła Chary: „Mandżuria – ostatnie chwile ludów północy” jest nie tyle fotorelacją co próbą oddania aury świata, który bezpowrotnie odchodzi w niebyt oraz niezwykłej aury Mandżurii zimą.

Zapraszam.
Krystian Sachryń

Wernisaż wystawy, objętej mecenatem Nikon Polska oraz patronatem honorowym Marszałka Województwa Podkarpackiego i Prezydenta Miasta Rzeszowa odbędzie się 4 listopada b.r. o godzinie 21.00, na zakończenie pierwszego dnia Podkarpackiego Kalejdoskopu Podróżniczego.

Ekspozycja składa się z 37 wielkoformatowych fotografii i do końca 2012 roku zagości w 9 miastach Polski.

żródło: Nikon Polska

Zapraszamy!

JEDEN KADR – DWA PLANY – TRZY TEMATY – krótkie podsumowanie tego, jak było … i czy było warto

Zamieścił: w dniu paź 28, 2011 w kategorii: Aktualności, Warsztaty Fotograficzne | 0 comments

To już za nami. Druga edycja warsztatów fotograficznych w ramach Rzeszowskiej Akademii Fotografii – zgodnie z planem i wszelkimi zapowiedziami – odbyła się tam, gdzie planowaliśmy, czyli w Bieszczadach. Trochę więcej całej logistyki, ale bez wątpienia o wiele bardziej sprzyjające i zarazem wymagające okoliczności do wspólnej nauki fotografii, treningu patrzenia przez obiektyw i myślenia o ciekawych kadrach.

Po wspólnie spędzonych trzech dniach pracy – a dla kilku wyjątkowo odpornych uczestników praktycznie trzech dobach ciągłej walki z wredną migawką ;-) nadszedł w końcu czas na małe podsumowanie. I podziękowanie wszystkim obecnym za miłą, fajną i kreatywną atmosferę i otwartość na nowe. Było pracowicie, czasami burzliwie, ale bez wątpienia twórczo i z humorem. Mamy nadzieję, że każdy z Was – uczestników wyniósł z tegorocznych zajęć coś dla siebie. I niech to będzie „Coś” przez duże „C”, co sprawi że Wasze zdjęcia będą choćby minimalnie lepsze, bardziej świadome i przemyślane.

Osobne podziękowania kierujemy w stronę Grzegorza – kto był, ten wie o kim mowa ;-) Za mega pozytywne nastawienie, rewelacyjną atmosferę i … perfekcyjną kuchnię! ;-) I oczywiście za cierpliwość w brodzeniu w strumieniu, z kłodą na ramieniu.

I na koniec równie specjalne podziękowania dla naszego „mentora” – Pawła Chary. Za specyficzną, niezwykle otwartą i wciągającą atmosferę zajęć, która poprzez nietypowe pomysły i kreatywne podejście do tematu po raz kolejny okazała się doskonałą okazją do tego, by poznać przynajmniej niektóre „sekrety” pracy z aparatem – świadomej pracy z aparatem.

Mamy jednocześnie nadzieję, że skoro udało nam się już dwa razy – będą i następne podejścia do tego skutecznego „łączenia” obiektywem dwóch końców Polski ;-)

Już niebawem opublikujemy galerię prac wykonanych i przygotowanych przez Uczestników, do której serdecznie zapraszamy. A wszystkich zainteresowanych uczestnictwem w następnych edycjach organizowanych przez nas warsztatów zachęcamy do w miarę regularnego odwiedzania strony i wpisania się do newslettera!

Do zobaczenia!

Foto: Sławek Olszyk/Piotr Piech.

 

„Dzieci są radością rodziców. Dzieci są przyszłością społeczeństwa. Dzieci są nadzieją świata” – nowa wystawa w Galerii oPe

Zamieścił: w dniu wrz 12, 2011 w kategorii: Aktualności, Wystawy | 0 comments

Galeria OPe zaprasza na koleją wystawę. Tym razem prezentuje fotografie Dominikanina OO. Macieja Złonkiewicza. Pracując w Niemczech fotografował dzieci z katolickiego przedszkola św. Gertrudy w Monachium. Jest to bardzo zróżnicowana kulturowo społeczność gdzie 2/3 z przedszkolaków nie jest Niemcami. Część z nich to muzułmanie i hinduiści . Pochodzą z Indii, Wietnamu, Nigerii, Etiopii, Turcji, Bałkanów i Europy wschodniej.
Wystawa nosi tytuł: „Dzieci są radością rodziców. Dzieci są przyszłością społeczeństwa. Dzieci są nadzieją świata”.
Wystawa czynna od 11 do 30 września.
Zapraszamy!

„JEDEN KADR – DWA PLANY – TRZY TEMATY” warsztaty fotograficzne z Pawłem Charą tym razem w Bieszczadach!

Zamieścił: w dniu lip 11, 2011 w kategorii: Aktualności, Warsztaty Fotograficzne | 0 comments

Serdecznie zapraszamy do udziału w kolejnych warsztatach fotograficznych organizowanych w ramach Rzeszowskiej Akademii Fotografii – projektu prowadzonego przez Stowarzyszenie PRO-TUR, kierowanego do wszystkich miłośników i pasjonatów fotografii!

Mottem przewodnim tegorocznej, drugiej edycji warsztatów będzie istota i znaczenie planów, kompozycji i światła w świadomym budowaniu obrazu fotograficznego. Trzydniowe, wyjazdowe warsztaty poprowadzi Paweł Chara – fotograf Nikon Polska, wykładowca Akademii Nikona, a także korespondent National Geographic Traveller.

Podczas tegorocznych warsztatów podzielę się z państwem moim doświadczeniem i wiedzą z zakresu świadomej fotografii. Poprowadzę zajęcia plenerowe, a także zorganizuję tematycznie podzielone bloki wykładów i dyskusji, w trakcie których wprowadzę państwa w świat obrazu, pamiętając o naszych głównych hasłach warsztatowych: Drugi Plan, Kompozycja i Światło.
Zapraszamy do udziału wszystkie osoby zainteresowane fotografią jako środkiem wyrazu, wrażliwe na urodę otaczającego świata i światła.

Zajęcia odbędą się w dniach 2-4 września 2011r. na terenie Bieszczadów. Bazą noclegową, oraz miejscem dla wieczornych podsumowań zajęć plenerowych jest pensjonat „Hnatowe Berdo” położony w Wetlinie – samym centrum Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Będzie to także nasz główny punkt wypadowy w teren, do właściwej części zajęć.

Zajęcia obejmować będą następujące, wybrane zagadnienia:

  • metody poszukiwań motywu, przydatny sprzęt,
  • dobór odpowiedniej optyki, czyli jak wyrobić fotograficzne oko,
  • właściwy dobór sprzętu fotograficznego – jego możliwości i wpływ na ostateczny kształt fotografii (w tym fotografowanie obiektywem szerokokątnym – jak to robić właściwie i czego absolutnie nie robić),
  • dobór metody i formy fotografii w zależności od siedliska i wybranego motywu, sztuka kamuflażu,
  • praktyczne poznanie technik fotografowania w terenie, w zależności od miejsca, czasu i warunków pogodowych,
  • sztuka komponowania obrazu (głębia ostrości, kojarzenie barw, kompozycja, perspektywa) na podstawie przykładowych fotografii wraz z omówieniem technicznych stron ich wykonania (metoda, warunki, sprzęt).
  • emocje fotografa lub fotografowanej sceny (druga – i zasadnicza część – w terenie),
  • konsultacje techniczne dotyczące najbardziej optymalnych (i czasami niezgodnych z potocznymi zasadami) ustawień sprzętu fotograficznego – czyli jak to zrobić, żeby wyszło lepiej niż w planie,
  • fotografia artystyczna czy komercyjna – czy to się wyklucza?
  • relacja między fotografem a portretowaną osobą / sceną – zachowania ( w teorii i praktyce ),
  • indywidualne doradztwo i szlifowanie warsztatu każdego z uczestników,
  • dyskusja – czyli czas na najważniejsze pytania i próby znalezienia na nie właściwych odpowiedzi.

Wszelkie szczegółowe informacje, program oraz warunki uczestnictwa w warsztatach znajdują się TUTAJ!

Warsztaty organizowane z wykorzystaniem środków finansowych pozyskanych w ramach dotacji Wydziału Kultury, Turystyki i Sportu Urzędu Miasta Rzeszowa.

Warsztaty fotograficzne 2011 – tym razem Bieszczady!

Zamieścił: w dniu kwi 15, 2011 w kategorii: Aktualności, Warsztaty Fotograficzne | 0 comments

Tegoroczne warsztaty fotograficzne Rzeszowskiej Akademii Fotografii będą miały nieco inną – i naszym zdaniem jeszcze bardziej atrakcyjną niż poprzednio formułę.

Druga edycja planowana jest – nieco inaczej niż w roku ubiegłym – na przełomie drugiej połowy sierpnia  / pierwszej połowy września bieżącego roku, w formie 3 dniowych, wyjazdowych zajęć plenerowych  w Bieszczadach.  Głównym wątkiem tematycznym warsztatów będzie kompozycja i światło w świadomym budowaniu obrazu fotograficznego. Zajęcia, podobnie jak w roku ubiegłym poprowadzi Paweł Chara – fotograf Nikon Polska, a od niedawna również korespondent chińskiej edycji magazynu National Geographic Traveller.

Na chwilę obecną ustalamy dokładny termin, program i lokalizacje plenerów oraz bazy noclegowej. Wszystkie szczegółowe informacje opublikujemy niebawem i niezwłocznie po ich potwierdzeniu, a  osoby zainteresowane udziałem w warsztatach prosimy o nieco cierpliwości i … odpowiednie planowanie końcówki wakacji!

Mandżuria 2010-2011 – II część relacji z wyprawy

Zamieścił: w dniu lut 23, 2011 w kategorii: Aktualności, Relacje, Wydarzenia | 0 comments

2.01.2011r. –  10.02.2011r.
Wcześniejsze spotkanie z chińskim fotografem, znającym doskonale te tereny i zamieszkujących tu ludzi, zaowocowało masą świeżych informacji. Powiedział mi m.in., że powinienem ominąć okolice Mangui, w których nie ma nic ciekawego. Co robię? Oczywiście jadę dokładnie tam. To nie tylko przekora, ale też doświadczenie – tam gdzie wg tubylców nic się nie dzieje, tam często dzieje się najwięcej…:) Teren okazał się typowo przemysłowy, każde miasteczko gęsto zasiane lasem kominów, dziesiątki hałaśliwych fabryk. W tej zadymionej krainie natknąłem się na ślady życia Mandżurów(!), ale Ewenków, których odnalezienie jest moim głównym celem, nadal nie spotkałem. Ich poszukiwania trwają już od wielu dni, powoli tracę siły i nadzieję, morale spadło do zera. Czasem ktoś rzuci słowo na ich temat, wskaże kierunek, ale jak się później okazuje – zawsze mylnie. Kręcę się w kółko, aż w końcu docieram do Genhe. A tam…
PASTERZ
Olbrzymi wysiłek włożony w drogę, zmagania z temperaturą, zimnym wiatrem i ciężarem bagażu, w końcu się opłaciły! Mimo spękanej, poranionej od mrozu skóry i gigantycznej zmarszczce, która wyszła mi dziś pod okiem (podejrzewam, że w wyniku uszkodzenia jakiegoś nerwu) jestem przeszczęśliwy!:) W końcu, po wielu tygodniach poszukiwań odnalazłem prawdziwego Ewenka!!! Nadal nie mogę w to uwierzyć. Stara się żyć jak jego przodkowie, pasie renifery, poluje (choć jest to już zakazane przez władzę), przez okrągły rok mieszka w leśnej jurcie, niezależnie od temperatur. Tradycyjnych ubrań niestety już nie nosi, ale nie szukam tu skansenu, a jedynie naturalności. Na początek – musowo herbatka:) Po 1,5 godzinnym podgrzewaniu na palenisku lodu z pobliskiej rzeki, doczekaliśmy się wrzątku. W międzyczasie dowiaduję się, że jemu podobnych już nie znajdę, pojawiają się czasem latem, ale uciekają wraz z nadejściem pierwszych mrozów. Dotarło do mnie, że doświadczam czegoś absolutnie unikatowego! Kultura chińskich Ewenków, ich niezwykła tradycja właśnie umiera…
I niestety nie dzieje się to naturalnie, bo swój niemały wpływ wywarła Rewolucja Kulturalna i przewodniczący Mao. Władze dążyły do kulturowego ujednolicenia, niszcząc tym samym dorobek kilkudziesięciu pokoleń mniejszości narodowych. Ich działania zbierają teraz swoje żniwa…
Dopiero po herbatce gospodarz przedstawia się jako Yyi Inn (fonetycznie), pasterz reniferów, samowystarczalny, samotnie wiodący swój niezwykły żywot. Przed jego jurtą dostrzegam poroża, porozwieszane skóry i ślady reniferów odciśnięte w świeżym śniegu. Chciałbym zobaczyć jego stado, ale żeby to zrobić, jak mówi Yyi Inn, najpierw musimy je odnaleść. Powinno być gdzieś w okolicy, pasie się zupełnie samo, nawet przez 6-7 dni. Musimy wyjść z małego lasu, gdzie stało jego „domostwo”, na otwartą przestrzeń. Przekraczamy granice lasku i nagle… przechodzi mnie dziwny dreszcz, serce przyspiesza… Zamieram, przez chwilę nie mam nawet odwagi nabrać tchu. Gdzie ja jestem!?!? Stoimy właśnie w innym świecie! Wiem co to tajga, ale to co widzę jest niemożliwe. Olbrzymia biała połać, mieniąca się cekinami szronu i majaczące w oddali, powykręcane brzozy, które swoje kształty zawdzięczają wiatrom i ponad 40-stopniowym mrozom. Zakochałem się w tym obrazie bez pamięci… Pasterz przygląda mi się ze zdziwieniem, co chwilę troskliwie zerka, czy jeszcze za nim idę. Opóźniam marsz przystając co kawałek – fotografuję lub po prostu napawam się tym niecodziennym, iskrzącym widokiem. Po kilku godzinach poszukiwań, Yyi Inn zaczyna się dziwnie zachowywać. Zatrzymuje się, unosi głowę ku niebu (jakby wietrzył trop), spogląda w czapy śniegu szukając śladów swoich zwierząt, to znów rozgląda się bacznie dokoła, nasłuchuje i… rusza dalej. Mija kolejna godzina, a stada nadal nie widać. Jestem cierpliwy, cieszę się z doświadczania czegoś tak prawdziwego. Wewnętrznie krzyczę, że mi się udało! :) I w tym właśnie momencie pasterz przerywa ciszę swoimi głośnymi nawoływaniami : „hoj hoj hoj hoj hoj hoj…”. Nie jestem pewien co się dzieje, czy złapał trop, czy po prostu sobie śpiewa. :) Mija kilka sekund i naraz rozbrzmiewa cała gama brzdąknięć miedzianych dzwoneczków. Daleko, wśród brzozowych, rozświetlonych mroźnym słońcem gałązek, wyłaniają się sylwetki pędzących reniferów. To one! Ciary przechodzą mi po plecach. Pasterz i jego zwierzęta zaczynają zbliżać się ku sobie. Podchodzą kolejno do swojego pana, on tuli je na przywitanie i mógłbym przysiąc, one w jakiś sposób jego… Cudo…:)
Spędziłem tu jeszcze 3 dni, pomagając pasterzowi przy codziennych pracach i słuchając jego opowieści. Trochę ciężko rozstać się z tym miejscem i z Yyi Innem, którego po tak krótkiej chwili zdążyłem obdarzyć wielką sympatią. Na pożegnanie pasterz oddaje jeden drobny podmuch w instrument bardzo dla Ewenków istotny, używany tylko w wyjątkowych sytuacjach. Wykonany z kory, z wyrzeźbionym na końcu nosem renifera, ma symboliczną i ponoć magiczną moc. Dostał go w prezencie od swojego dziada. Niestety, prócz instrumentu nie przekazał mu opowieści o naszych rodakach budujących tu kolej transsyberyjską 100 lat temu, na co bardzo liczyłem.
Kolejny przystanek to Alihe, dawny ośrodek Oroczenów, w którym dziś nie znajdę już ?prawdziwych? ludzi tej mniejszości (mieszkają daleko stąd, ok. 500km na północny wschód), ale na pewno uda mi się zaczerpnąć nowych o nich informacji. Głównym jednak powodem, dla którego się tam wybieram, jest pewna niezwykła postać…
OSTATNIA SZAMANKA
Już od rana niecierpliwie wyczekuję spotkania. Spadnie dziś na mnie wielki zaszczyt i mam nadzieję, że dobrze wykorzystam tych parę chwil, które spędzę z ostatnią oroczeńską szamanką. Guan Kouni (fonetycznie, w języku oroczenów – Kon Koni). Wiele lat temu została przesiedlona przez chińskie władze. Zamknięto ją wówczas w bloku, wielkiej betonowej klatce, zabroniono odprawiania rytualnych tańców, śpiewów i wszystkiego, co się z szamanizmem wiąże. Na jej twarzy, w jej oczach widać głęboko wyryte znamiona przeszłości. Od lat dostosowuje się do przepisów i nałożonych na nią zakazów, ale wiem, widzę, że nigdy się z tym nie pogodziła.
Siedzimy w ciszy, obok stoi telewizor, radio, jest nawet satelita. Staruszka patrzy gdzieś w przestrzeń, nie skupiając wzroku na żadnym realnym punkcie, jakby czegoś wypatrywała. Jest nieobecna, żyje nadal w ?swoim? świecie. Naszemu spotkaniu towarzyszą na razie jedynie rzucone ukradkiem krótkie, serdeczne spojrzenia oraz drobne słowa, których zdołałem nauczyć się w języku oroczeńskim. Mimo tych wszystkich sprzętów, które nas otaczają, mimo braku wspólnego języka, realnej rozmowy, chwila jest na prawdę podniosła, wyczuwa się ten rodzaj napięcia, w jakiś sposób metafizyczny. Aż nagle Guan Kouni zaczyna mówić …
G.K. (jej słowa tłumaczy mi kobieta, która z nią mieszka):
- ?Wiele lat byłam szykowana do bycia szamanem, jednak sześć miesięcy po tym, jak przejęłam rządy od poprzedniczki władze kategorycznie zakazały tańców z duchami. Przez kolejne lata staraliśmy stosować się do tych przepisów, chociaż nie zawsze (uśmiech). Ale przyszedł moment, w którym duchy rozzłościły się, uznały, że je zdradziłam i zesłały na mnie straszną chorobę. Długo dochodziłam do siebie i już nigdy więcej nie odważyłam się z nimi tańczyć.
I tak nastał koniec – dodała.?
To nie były żarty, bajki, ani opowiastki – mówiła zupełnie poważnie, i o duchach, i o końcu. Na jej twarzy widać było skruchę. Oczy patrzyły gdzieś w głęboką dal, nie bacząc na betonową ścianę. Zapadła długa cisza. Kobieta, która mieszkała z szamanką zaproponowała nam herbatę, podejrzewam – dla rozluźnienia atmosfery. Wymieniliśmy wtedy jeszcze klika ciepłych spojrzeń, ale Guan Kouni była już daleko stąd…, czułem jej nieobecność. Zdałem sobie sprawę, że to spotkanie jest dla niej bardzo męczące, nie tyle fizycznie, co psychicznie. Zmuszam ją do powrócenia na chwilę do rzeczywistości. Na koniec – głębokim, szumiącym głosem zaśpiewała tajemniczą oroczeńską pieśń. O czym? Nie mam pojęcia, ale była ogromnie prawdziwa. Widziałem w grymasie Guan Kouni, że wędruje gdzieś daleko po brzozowych przestrzeniach…
Po kilku innych spotkaniach i szeregu zdobytych informacji decyduję się ruszyć 400km na północ od Alihe, by później odbić ok.100km na wschód. Gdzieś tam, w okolicach Amuru, prawdopodobnie spotkam Oroczenów. Ich osady powinny być porozrzucane nad brzegami rzeki oraz w pobliskich, górskich lasach.
WEN I WIEKOWE NASTOLATKI
Pierwsza moja stacja w tym regionie to Shibazhan – miasteczko, w którym zgromadzono przesiedlonych Oroczenów. Docieram tu wieczorem i od razu szukam jakiejś noclegowni. Znajduję hostel prowadzony przez chińskiego policjanta o imieniu Wen. Próbuję się czegoś od niego dowiedzieć, mówię, że szukam rodowitych Oroczenów, ale właściciel  - ni w ząb po angielsku. Widzę jak bardzo się stara, chce mi pomóc. Właściwie to dość dziwne, bo władzom nie bardzo pasuje, że poruszam się tuż przy samej granicy… Myślę, że jego podejście może mieć spory związek z moim pochodzeniem – ciągle powtarza jak bardzo ceni Polskę i nazywa mnie swoim ?phanio? (po chińsku – przyjaciel). W końcu dochodzimy do porozumienia, Wen ?załapuje? o co mi chodzi, wybiega z hostelu i wraca po godzinie ciągnąc za sobą pewną straszą panią. Jest nią Oroczenka, znająca tu wszystkich. Jest zaskoczona. Zastanawia ją, po co ktoś zadaje sobie tyle trudu, by gdzieś na końcu świata odnaleźć jej lud i zgłębić jego tajemnice. Chyba to docenia, bo patrzy na mnie tak życzliwie… Po krótkim spotkaniu czuję, że będzie dobrze:) Umówiliśmy się na poranek następnego dnia.
Nie mogę spać czekając już na wschód i nadchodzące z nim wydarzenia. Wraz z nastaniem świtu jestem już gotowy i czekam niecierpliwie na znak. W końcu rozlega się pukanie i Wen wchodzi by oznajmić, że to już czas… :) Prowadzi mnie wprost do oroczeńskiej osady… Na miejscu wita mnie już poznana wczoraj staruszka, ciągnąc od razu do swojej chaty – muszę przecież poznać całą jej rodzinę: męża, syna, synową i wnuczka. Później, koniecznie odwiedziny koleżanek:) W drodze do kolejnego domostwa wyłania się na horyzoncie malutka postać. ?Moja? przewodniczka zauważa ją i wydaje radosny, nawołujący okrzyk. Obie zbliżają się do siebie w pełnym wigoru, tanecznym kroku!:) Witają się i już we dwie idą dalej śpiewając, śmiejąc się i potancując. Co za widok – grubo ponad siedemdziesięcioletnie staruszki chichoczące jak nastolatki:) Wchodzimy do kolejnej chaty, a tam czeka już na nas ekipa czterech następnych, roześmianych starowinek. Zasiadamy wszyscy razem i nastają 3 min. niezrozumianej powagi. Nagle w progu staje kobieta o indiańskich rysach i niezwykle wymownej twarzy, odziana w długi, skórzany płaszcz przepasany kolorową wstążką. Swym przenikliwym głosem zaczyna dyskusję. Robi się na chwilę głośno, kobiety tłumaczą jej czego tu szukam. To jest odpowiedni moment na mój wcześniej uknuty plan! Wyciągam aparat i pokazuję fotografie Guan Kouni. Zapada długa cisza. Przez twarze kobiet przebiega grymas zaskoczenia, a sekundę później coś na kształt szacunku lub podziwu. Ich spojrzenie jest dla mnie odpowiedzią. Szepczą coś między sobą, po czym zaczynają się krzątać rzucając ukradkiem serdeczne uśmiechy. Po chwili pochłania je już do reszty pichcenie uroczystej kolacji. Prawdziwa oroczeńska uczta, czyli gotowane kawałki rąbanki, prawdopodobnie z mundżaka, czyli zwierzęcia mającego dla nich wielkie, symboliczne znaczenie, przypominającego bardzo naszą sarnę.
Tradycja polowań jest tu bardzo żywa, ale wszystko odbywa się w wielkiej tajemnicy, od kiedy władze ściśle zakazały łowów. Co to znaczy dla oroczeńskich mężczyzn, których polowania są od wieków głównym zadaniem, mogę się tylko domyślać… Kobietom dziś jest łatwiej, ich rola niewiele się zmieniła. Nadal zajmują się domem, z resztek zwierząt wytwarzają produkty codziennego użytku i ozdoby, a z kory brzozy tworzą istne cuda… Obdarowały mnie kilkoma podobnymi drobiazgami, za co byłem w stanie odpłacić jedynie uściskiem i nowo poznanym wyrażeniem ?koto koto?, co w potocznym języku, a nawet slangu oznacza ?wielkie dzięki?:)
Jeszcze kilka razy napotkałem oroczeńskie osady, ale każda kolejna już nieco mniejsza lub bardziej ucywilizowana. Guan Kouni miała rację mówiąc, że nastał koniec. Kobiety wywodzące się z tych mniejszości, mające dziś ok. 50 lat nie podtrzymują tradycji, inaczej się ubierają, a większość z nich nawet nie rozumie języku ojców! Ostatnie żywe dowody tych kultur to dosłownie garstka, niestety wiekowych już osób. Tak czy inaczej ich kultura oraz duma pozostawiły we mnie ogromny ślad.
Podsumowując dziś całość, dochodzę do wniosku, że mimo ogromnych komplikacji większa część planu została wykonana. Fakt, nie udało mi się odnaleźć śladów Polaków, ani jakichkolwiek o nich opowieści, a jedynie dobre skojarzenia jakie być może po sobie pozostawili w świadomości tubylców. Ale materiał fotograficzno – filmowy mam nadzieję okaże się cennym skarbem nie tylko dla Fundacji, ale również dla historii o mniejszościach świata. Udało mi się też zdobyć kilka unikalnych przedmiotów z życia codziennego tych kultur – torby z rybiej skóry, biżuterię z paciorkami z rybiego kręgosłupa, naczynia z kory brzozy, prawdziwą oroczeńską drumlę i kilka innych skarbów.
Większość czasu tak na prawdę pochłonęła droga, przemieszczanie się na tych olbrzymich przestrzeniach, poszukiwania, błądzenie. A to, co udało mi się tu opisać to tylko skrawek moich przeżyć z tej podróży. Mam jednak nadzieję, że fotografie i filmy dopowiedzą resztę…:) Wierniej i trafniej niż moje nieudolnie sklejone w opowieści słowa przeniosą Was w tamten prawdziwy, umierający świat.
Dziękuję wszystkim, których spotkałem po drodze, ludziom dobrej woli, bez których wyprawa nie miałaby miejsca i tym, którzy choćby w myślach wspierali całość przedsięwzięcia.
Chcę też podziękować współpracownikom Fundacji – Oli Franków oraz Anecie Dec, byłoby ciężko bez ich logistycznego czuwania.
Już teraz zapraszam wszystkich na wystawę!
Pozdrawiam i do zobaczenia w kraju!
Paweł Chara
Tekst: Paweł Chara, Współpraca: Aleksandra Franków, Aneta Dec.